piątek, 5 sierpnia 2016

Poznajcie Edzia, co lubi płatać figle

W swoim życiu lubię mieć wszystko dobrze zaplanowane. I tak rok temu postanowiłam sobie, że weekend 23-24 lipca 2016 spędzę na wielkiej imprezie dla blogerów SeeBloggers w Gdyni. Byłam na edycji w roku 2015 i podobało mi się szalenie! Poznałam sporo ciekawych osób i wyniosłam cenną wiedzę z prowadzonych warsztatów. Zdaję sobie sprawę, że planowanie czegoś na rok wprzód niesie ze sobą spore ryzyko, jednak to był dla mnie termin nie do ruszenia. Kompletnie nie spodziewałam się tego, co przyniesie nam los!

http://www.lisiamama.pl/2016/08/poznajcie-edzia-co-lubi-patac-figle.html


Gdy okazało się, że noszę pod sercem maluszka, byłam przeszczęśliwa! Data porodu planowana była jakiś czas przed lipcową imprezą, więc miałam obawy, czy w ogóle rejestrować się na wydarzenie dla blogerów. Jednak zapewniano mnie, że zwykle druga ciąża kończy się przed terminem, u mnie też dodatkowo była spora szansa, że do lipca urodzę. Pomyślałam, że nie ma co gdybać i zapisałam się na SeeBloggers. W razie co wybiorę się z noworodkiem do strefy parentingowej, która też jest pełna atrakcji. Totalnie nie spodziewałam się, że Edi zrobi nam psikusa i będziemy na niego czekać tak długo. 

W gonitwie dnia codziennego zdałam sobie sprawę, że właśnie minął mi termin porodu. I tak mijał dzień za dniem, pisałam dla Was wtedy pamiętnik, który postaram się niebawem opublikować. Po jakimś czasie zaczęłam nawet odczuwać niepokój i strach przed porodem indukowanym. Na szczęście nadszedł dzień zero i zaczęły się wyczekiwane skurcze. Gdy już były regularne ruszyliśmy na porodówkę. W szpitalu okazało się jednak, że nie mogą mnie przyjąć - w całym Gdańsku nie ma miejsc na porodówkach, muszę więc jechać do Gdyni - czeka tam na mnie przedostatnie wolne łóżko. "Tylko proszę jechać w miarę szybko" - usłyszałam na odchodne - "bo tu w każdej chwili może być pełne rozwarcie!".

Byłam totalnie zbita z tropu - w żadnym ze swoich milionów planów porodowych nie przewidziałam faktu, że mogą mnie odesłać aż do innego miasta. Obawiałam się, że w wybranym szpitalu może nie być miejsc, ale Lisi Tata pocieszał mnie, że przecież do każdego szpitala w Gdańsku mamy blisko. I tak rozpatrywałam przeróżne warianty, czytałam o tych szpitalach i przygotowywałam się, że może być różnie. Nie spodziewałam się, że dobre 40 minut regularnych skurczy spędzę w taksówce z przemiłą panią kierowcą i że mój mąż będzie razem z nią całą drogę żartował gdzie warto mnie, rodzącą, podrzucić, żeby uzyskać jak największe benefity z porodu. Zanim zdążyli się na coś wspólnie zdecydować (a pomysły padały przeróżne: od pociągu, przez restauracje, aż po samolot!), zdążyliśmy na szczęście dojechać do szpitala.

Tu miałam olbrzymie szczęście, bo trafiłam na świetną położną, dzięki której swój drugi poród wspominam niezwykle miło. Owszem, był ból, ale odczuwałam go zdecydowanie bardziej świadomie, a cała akacja poszła tak szybko, że po niecałych dwóch godzinach od przyjęcia, tuliłam w ramionach swojego drugiego synka, Edwarda. 

I gdy nadszedł wieczór, a ja leżałam na sali położnic z moim małym skarbem, tuląc go do piersi, zdałam sobie sprawę, jakiego psikusa zrobił mi już na samym początku mój synek. Rok temu planowałam, że 23 lipca będę bawić się w Gdyni na SeeBloggers. I oto był wyczekiwany dzień, tak jak chciałam byłam w Gdyni, rzut beretem od miejsca w którym odbywała się impreza dla blogerów. I wbrew pozorom bawiłam się świetnie tego dnia, a w dodatku wieczorem miałam swoją własną imprezę zapoznawczą. 

I powiem Wam, że zakochałam się po raz trzeci w swoim życiu, i to miłością od pierwszego wejrzenia <3


2 komentarze:

  1. Gratulacje! A Edi... śliczny. 100% słodyczy. Zdradź skąd imię :) nie często spotyka się tradycyjne dawne imiona ;) a jak Starszy Brat zareagował?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Pomysł na imię sam wpadł nam do głowy, spodobały nam się zdrobnienia: Ig i Ed :)

      Usuń