środa, 16 grudnia 2015

Konkurs: Twój wymarzony prezent świąteczny + wyniki

http://www.lisiamama.pl/2015/12/konkurs-twoj-wymarzony-prezent.html

Zapraszam Was na szybki konkurs przedświąteczny!

Tym razem poproszę Was, byście cofnęli się w czasie i przypomnieli sobie o jakich prezentach świątecznych marzyliście, gdy byliście dziećmi. Dziś praktycznie wszystko możemy dostać w sklepach czy przez internet, kiedyś jednak to były marzenia!

Komentarze umieszczajcie pod tym postem.

Spośród zgłoszonych odpowiedzi wybiorę tę, która najbardziej przypadnie mi do gustu. Zwycięzca otrzyma matę do zabawy "Wesoła farma", sponsorowane przez firmę Canpol Babies.

Czas trwania konkursu: 16 - 24 grudnia


Warunki dodatkowe (czyli dla chętnych):
1. Konkurs organizowany jest dla fanów Lisiej Mamy, także jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to zapraszam do polubienia nas na Facebooku: TUTAJ
2. Niezła nagroda, prawda? Możemy podziękować sponsorowi przez polubienie strony: TUTAJ
3. Będzie mi bardzo miło, jeśli wieści o konkursie przekażesz swoim znajomym, udostępniając publicznie plakat: TUTAJ


EDIT:

Bardzo dziękuję za udział w świątecznym konkursie. Było mi niezwykle miło czytać Wasze komentarze, sama miałam podobne marzenia o lalkach Barbie, o Tamagotchi, o domku, czy o podejrzeniu świętego Mikołaja na podkładaniu prezentów pod choinkę. Wybór był niezwykle trudy, postanowiłam nagrodzić osobę, która cudnie przeniosła mnie swoimi wspomnieniami w świat małego dziecka:
Aneta Mska

Gratuluję! Proszę o przesłanie danych do wysyłki nagrody wraz z numerem telefonu na adres: kontakt@lisiamama.pl

20 komentarzy:

  1. Witam... O czym marzyłam żeby dostać w prezencie od Mikołaja żywa malpkę kapucynke :)oraz zawsze chciałam nakryć Św.Mikołaja podczas swojej pracy... Niestety Małpki nie dostałam a i Mikołaja też nie nakrylam rodzice byli sprytni hehe Ciekawe o czym będzie marzyć córcia... 😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako dziecko marzyłam o pięknym domku dla lalek barbie. Niestety rodziców nie było stać na takie zabawki w zestawach więc dostałam sama lalkę i Kena a domek pomogli mi zrobić rodzice z kartonów które wspólnie złożyliśmy i pomalowalismy. Najważniejsze było dla mnie jako dziecko wspólne święta śpiewanie kolęd bawienie się z rodzicami prezenty zchodziły na drugi plan. Beata K :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, jak fajnie tak cofnąć się w czasie :) były takie jedne święta, gdzie spotkało mnie małe rozczarowanie, ale i zarazem dużo radości. Jak to możliwe? Mając około 7 lat marzyłam o takim szarym robocie piesku, który szczeka i chodzi. Ta zabawka była wtedy bardzo reklamowana. Po kolejnym obejrzeniu tej reklamy pobiegłam do rodziców i powiedziałam: "Bardzo chciałabym dostać na Gwiazdkę szarego pieska?". Rodzice zapytali, jakiego pieska mam na myśli. A ja na to: "No, takiego co chodzi i szczeka." Rodzice powiedzieli, żebym napisała list do Mikołaja, to może spełni marzenie. Poleciałam jak burza do pokoju, by napisać list. Włożyłam go do bucika, a następnego dnia listu już nie było! Szczęśliwa wyczekiwałam Wigilii. Po kolacji wigilijnej tato powiedział, że był Mikołaj i coś dla mnie zostawił. Patrzę, a tato niesie małą popielato-czarną kuleczkę. Moja mina chyba zdradzała rozczarowanie, bo rodzice zapytali co się stało. Wyjaśniłam, ze chciałam pieska, ale zabawkowego. Ale wzięłam tą kuleczkę na ręce i gdy te pełne nadziei oczy spojrzały na mnie, nie miałam serca by oddać pieska z powrotem. I nie wiedziałam jeszcze, że będzie to mój najlepszy towarzysz i powiernik wielu sekretów. Ta przyjaźń przetrwała wiele lat :) Gdy umarł, płakałam jak nigdy wcześniej. Nigdy nie miałam drugiej tak bratniej duszy. No, oprócz męża ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam się podpisać :) Ewelina Pieszak

      Usuń
  4. Ja marzyłam o segregatorze na karteczki... :)
    Żeby był z Królem Lwem...
    I żeby pomieścił i te małe, i te duże karteczki...
    Matko...jakie ja miałam pragnienia!!!
    Ale najważniejsze, że się spełniło moje marzenie i mogłam z koleżankami na przerwach "wymieniać się" kolorowymi karteczkami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy byłam mała, nie wszystko dostępne było w sklepach... a już na pewno nie tak "od ręki". Pamiętam, że prezenty zawsze mnie zaskakiwały i zawsze bardzo się z nich cieszyłam. Pierwsza lalka Barbie, którą dostałam... to był naprawdę szok. Szczególnie, jak dowiedziałam się po latach jak Rodzice bardzo się nastarali by mi ją kupić.
    Ale pewnego roku miałam inne marzenie... Bardzo chciałam dostać "interaktywnego" pieska. Taki co to by skakał i szczekał. Miałam wtedy kilka lat... 5 może 6. Widziała takiego u koleżanki, której mama mieszkała w USA. Nie rozumiałam wtedy, że to zabawka tak trochę poza zasięgiem. I gdy przyszła Gwiazdka, z tak ogromną nadzieją otwierałam kolejne paczki. Niestety piesek się nie pojawił, pośród mnóstwa cudowności, które znalazłam pod choinką. Pomyślałam sobie wtedy, że może Mikołaj nie dostał mojego listu? Ale po jakimś czasie okazało się, że przeczytał... tylko z realizacją poczekał kilka miesięcy dłużej ;) Przybył w maju i pieska przyodział w karteczkę "troszkę się spóźniłem, ale przecież warto było czekać, prawda?" :)
    Monika
    monika919@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam! :) moim wymarzonym prezentem byl domek dla lalek, ale taki z prawdziwego zdarzenia,taki z amerykanskich filmow! Niestety nigdy takiego nie dostalam gdyz pochodze z malej miejscowosci i nie bylo dostepu do takich rarytasow. Mimo tego nie poddalam sie i wzielam sprawy w swoje rece! poszukalam najwiekszy karton i z pomoca taty skonstruowalam sobie "podobny" do tamtego z tv domek. Z perspektywy czasu widze, ze on mial duzo wieksza wartosc niz ten z reklam... ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem pierwsza? Jeżeli zostanę pierwsza i ostatnia to będę miała duże szanse na wygraną dla Jasia:) Kilka miesięcy temu, będąc jeszcze w ciąży wygrzebałam w rodzinnym domu Mamine Skarby. Były wśród nich nasze zdjęcia z dzieciństwa, laurki, rysunki i oczywiście listy do Świętego Mikołaja. Wśród nich mój -nakreślony niepewną ręką i wyrażający szczere marzenia. A wśród nich Lalka Barbie (w tamtym czasach - marzenie ściętej głowy), 3 gumy do żucia Chabel (dla młodszych czytelniczek - gumy z naklejkami lalek) i bardziej przyziemne - niebieski długopis i .... rękawiczki nie na sznurku. Powróciły wspomnienia rękawiczek ze sznurkiem, który zawsze gdzieś się plątał po plecach, gryzł i krępował ruchy w zabawie, powróciła zazdrość wobec starszego rodzeństwa, które nosiło "dorosłe rękawiczki", powróciła ogromna radość, gdy pod choinką znalazłam (wyraźnie pamiętam) czerwone rękawiczki... Oczywiście niedługo potem, gdy zgubiłam jedną z nich, pojęłam ideę sznurka:) Dodam, że lalki Barbie się nie doczekałam mimo trzydziestki na karku, pewno leży gdzieś na dnie mikołajowych sań:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam,
    Pamiętam, że jak byłam małą dziewczynką to marzyłam co roku o nowej lalce Barbie. Miałam ich już kilka ale i tak jak ktoś pytał co bym chciała dostać mówiłam że lalkę :) W moich dziecinnych czasach już było pełno takich zabawek więc nie było problemu z ich kupnem. Pamiętam też że już miałam ponad 10 lat i każdy mi mówił że już jestem za duża na lalki i że dzieciątko już na pewno mi nowej nie przyniesie. Ale moja przybrana kochana babcia powiedziała, że chyba do niej dzieciątko przyniesie tą ostatnią upragnioną lalkę. Tak też się stało. Laleczki czekają teraz na kogoś kto się nimi zaopiekuje, myślę że kiedyś Bóg obdarzy mnie jeszcze córeczką i to ona je przejmie :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdy byłam dzieckiem, bardziej od wymarzonego prezentu, pragnęłam spotkać Świętego Mikołaja. Żadna zabawka nie była w stanie zastąpić możliwości spotkania Mikołaja. W wigilię zawsze stałam przy oknie i czekałam na Niego. Czekałam aż przyjedzie na tych swoich saniach z reniferami... Rodzice zawsze tłumaczyli, że muszę pamiętać, że jest dużo dzieci, które również czekają na Niego i prezenty, ale ja wciąż miałam nadzieję. Pewnego razu mama poprosiła, bym poszła ze swoim starszym bratem po babcię, która mieszkała w domu obok. Popędziłam więc czym prędzej ponaglając brata, że przecież muszę iść pilnować Mikołaja, a gdy wróciłam, mama wołała mnie do dużego pokoju. Pod choinką stało mnóstwo prezentów, na dywanie były ślady wielkich butów. Po chwili wszedł tata i powiedział, ze Mikołaj przeprasza, ale śpieszył się bardzo i kazał przekazać, że ma coś o czym marzyłam i znajdę to pod choinką. Trochę było mi smutno, ale myśl, że zostawił coś specjalnego dla mnie, nie pozwalała się smucić długo :) Właśnie wtedy dostałam to o czym tak długo marzyłam- nową Barbie i mebelki oraz sukienki dla Niej :) Dostałam wymarzoną walizkę z kredkami, kolorowanki- bo co jak co, ale malować zawsze uwielbiałam :) Z perspektywy czasu- takie rzeczy zwykłe, a dla mnie niezwykłe, wyjątkowe, najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, polubione, udostępnione jako Milena Cz. :)

      Usuń
  10. Do dziś pamiętam jak mając 6 lat marzyła mi się lalka Barbie... Mama mówiła że ciężko taką kupić ale może Mikołaj spełni moje marzenie jak napiszę do niego list. Nie za bardzo umiejąc pisać popisałam się sprytem i wkleiłam do mojego listu zdjęcie Barbie wycięte z katalogu który dostałam od mojej przyjaciółki której mama przywiozła lalkę Barbie w wakacje na urodziny! Zazdrościłam jej niesamowicie, ale na szczęście Martina była taka kochana że mogłyśmy razem bawić się jej lalką! Przyszedł upragniony dzień wigilii, rodzice spławili mnie pod pretekstem do kuchni i ułożyli prezenty pod choinką! Po wieczerzy wigilijnej ruszyłam w podskokach pod choinkę rozpakować swój prezent. Otwieram i krzyczę ŁAŁ na cały blok! Mym oczom ukazała się Barbie o mięciutkich blond włosach, różowych plastikowych kolczykach w uszach i fioletowej sukience! Najlepszy prezent w moim życiu! Pamiętam wtedy jak mama szepnęła mi do ucha że warto mieć marzenia bo one się spełniają! Pamiętam jak w drugi dzień świąt moja o 10 lat starsza siostra przytachała nie wiem skąd dwa wielkie kartony, zaprosiła moją psiapsiółkę i z jej pomocą zrobiłyśmy super wypasione domki dla naszych lalek! Te święta zapamiętałam bardzo i do dziś aż mam motylki w brzuchu na myśl o moim spełnionym dziecięcym marzeniu!

    Teraz kiedy sama mama córeczkę pragnę aby i ona wierzyła w marzenia i choćby wymyśliła sobie coś pozornie nieosiągalnego będę się starała z całych sił aby i ona miała motylki w brzuchu odpakowując prezenty od Mikołaja a co najważniejsze miała tak wspaniałe wspomnienia jak ja! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gdy byłam dzieckiem….

    nie było sklepów wypchanych zabawkami, nie było reklam z lalkami, grami, kucykami i czym tam jeszcze. Dlatego dzieci nie marzyły o dużej ilości zabawkach, bo nie wiedziały o ich istnieniu. Marzyło się o czymś, co miała koleżanka, kuzynka, sąsiadka, ewentualnie (nie)zwykłe prezenty typu guma do skakania. Poza tym nikt się nie pytał - „Co chcesz dostać?”. Kiedyś nie spełniało się marzeń dzieci. Sama czekolada była jak dar z nieba i gwiazdka od losu i robiła za najlepszy prezent na świecie.

    O czym ja marzyłam?
    O PRAWDZIWEJ lalce Barbie, takiej jaką miała kuzynka (jej tata przysłał z USA). Zginającą kolana, można ją było posadzić, z pięknym włosami na całej głowie, o ślicznej buzi.
    Prosiłam co roku i dostawałam taką lalkę Barbie z pustymi nogami, z włosami w zasadzie w jednym miejscu, więc nie mogłam kucyka jej nawet zrobić, tylko rozpuszczone, by nie było widać jaki z niej łysol. Brat namiętnie rozkładał mi ją na części pierwsze: tu noga, tu ręka, Tu sam korpus. Rodzice byli przeszczęśliwi, że spełniali moje marzenie, że miałam lalkę Barbie, a ja byłam smutna bo ta lalka była brzydka i nie taka jaką chciałam. Ale oczywiście bawiłam się nią.

    Czy o czymś jeszcze marzyłam – nie pamiętam. Przypominam sobie tylko o tej lalce, bo taka byłam rozczarowana i co roku prosiłam i co roku to nie była ta. A czy coś jeszcze? Nie przypominam sobie.
    Rodzice zrobili mi chyba największy prezent i nie uczynili mnie jedynaczką, dlatego nie było czasu na myślenie o zabawkach i prezentach. Święta z mojego dzieciństwa to nie wspomnienie prezentów, to wspomnienie zabaw z moim bratem:
    - jedno z nas wychodziło a drugie wykręcało delikatnie żaróweczkę z lampek choinkowych (były o kształcie świeczki i jak się lekko odkręcił chociaż jedną żarówkę to przestawały świecić wszystkie), potem wracała ta osoba co wyszła i jej zadaniem było odszukać właściwą żarówkę w jak najmniejszej ilości prób
    - pamiętam zimne ognie które mama zapalała, a my na zmianę z bratem dostawaliśmy je do ręki,
    - pamiętam zakłady z bratem, że wytrzymamy bez jedzenia do Wigilii i cały dzień nawzajem się szpiegowaliśmy, czy oby któreś się złamało i zjadło (nawet specjalnie się udawało że coś się bierze do jedzenia, ukradkiem chowało do kieszeni, a gdy brat z dumą krzyczał że widział jak zjadłam, ja z jeszcze większą satysfakcją pokazywałam mu że go wyrolowałam)

    Ależ mi wzięło się na wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Od dzieciństwa moja pasją były zbieranie pocztówek z różnych ciekawych miejsc.Zwiedziłam wiele miast,zabytków.Zwiedzam do dziś.Zawsze tam gdzie byłam i tam gdzie jestem to na pamiątkę kupuje pocztówki.Chciałam pokazać moim dzieciom miejsca ,które zwiedziłam i które skradły moje serce. Marzyłam ,by mieć album na pocztówki,ale nie taki zwykły.Taki specjalny,kolekcjonerski,albo kuferek zamykany na kluczyk.Specjalny na moje skarby.To było moje marzenie.Jak byłam mała wszystkie pocztówki-pamiątki trzymałam w zwykłym pudełku tekturowym,lecz to nie było to samo.
    Dziś chciałabym spełniać marzenia mojego synka.Jest jeszcze malutki,ale kiedy podrośnie będę chciała pomóc mu je spełniać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojej, pamiętam jak bardzo marzyłam, żeby pod choinkę dostać małego, ślicznego kotka, którym mogłabym się opiekować i go pielęgnować. Uważałam, że jestem już na tyle duża, że dam sobie radę. Niestety moje marzenie zostało mi „delikatną perswazją” szybko wybite z głowy – okazało się bowiem, że mama ma uczulenie na sierść, więc nie może być mowy o trzymaniu żadnego zwierzaczka w domu:(
    Byłam niesamowicie zrozpaczona, ale wtedy na rynku pojawiła się nowa zabawka! Gdy ją ujrzałam oczy mi rozbłysły, puls przyspieszył, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Tak, to było to!!! Hit! Prawdziwe cudo! Coś niesamowitego! Już na 100% wiedziałam, co chcę dostać pod choinkę – TAMAGOTCHI:)))))))
    Była to taka elektroniczna zabawka, kształtem przypominająca jajko, z małym ekranikiem. Zabawa Tamagotchi polegała na opiece nad wirtualnym zwierzątkiem, które się karmiło, myło, sprzątało po nim, bawiło z nim, leczyło je, itp. Trzeba było się dobrze i regularnie nim zajmować, żeby było szczęśliwe i zdrowo rosło.
    Przez dwa miesiące prosiłam, błagałam, modliłam się, pisałam listy do Mikołaja i byłam grzeczna – wszystko, żeby tylko dostać Tamagotchi.
    I dostałam – mój upragniony, wymarzony świąteczny prezent - piękne, różowe Tamagotchi. Moim wirtualnym pupilem został oczywiście kotek - więc w pewnym sensie można powiedzieć, że również moje marzenie o posiadaniu zwierzaka się spełniło, tylko w nieco zmodyfikowanej wersji;)

    Ps. Warunki dodatkowe spełnione:) Profile polubione już dawno, a post na FB udostępniony dziś jako Justyna Potomska.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jako dziecko z upragnieniem czekałam na Święta Bożego Narodzenia- dla mnie najpiękniejszy czas w roku. Uwielbiałam przygotowywania świąteczne, pomaganie w kuchni przy robieniu potraw na Wigilię, dekorowanie domu, ubieranie choinki i przystrajanie domu migoczącymi światełkami. Nigdy nie marzyłam o jakichś wyszukanych prezentach. Miałam już dużo zabawek, dlatego ich nie potrzebowałam. Pamiętam jak w dzień Wigilijny spakowałam kilka swoich zabawek do dużego worka i poszłam z tatą do pewnej koleżanki, która uczęszczała do mojej klasy. Chciałam jej podarować swoje zabawki, gdyż wiedziałam, że bardzo się z nich ucieszy. Ania- bo tak miała (i nadal ma) ta dziewczynka pochodziła z bardzo biednej rodziny. Dla niej święta nie były czasem, kiedy otrzymałaby jakikolwiek prezent. Jej tata wolał wydać pieniądze na alkohol niż kupić córce prezent świąteczny. Gdy szliśmy z tatą do jej domu, przechodziliśmy przez las, gdyż taka droga była o wiele krótsza. Znajdując się w samym sercu wielkiego lasu, nagle usłyszałam cichy odgłos, przypominający szczekanie psa. Kierowaliśmy się w stronę dobiegającego odgłosu. Nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom, gdy zobaczyliśmy okropny widok. Do drzewa przywiązany był ogromnym łańcuchem mały piesek. Był tak chudy, że widać było wszystkie żebra, stał cały zmarznięty w wielkiej zaspie śniegu. Nam śnieg sięgał prawie do kolan a pieska głowa jedynie wyglądała spod śniegu. Zabrakło nam słów , gdy zobaczyliśmy to okrucieństwo. Bez zastanowienia odwiązaliśmy psiaka i wzięliśmy go na ręce. Nadałam mu imię Laki (z angielskiego Lucky- szczęściarz). Piesek ten miał wielkie szczęście, że znalazł odnaleziony na czas. Nikt nie wie ile czasu spędził w lesie. Pamiętam z czasów dzieciństwa jak zimy były srogie i pełne śniegu. Laki był niezwykle wdzięcznym psem, towarzyszył mi wszędzie, odprowadzał mnie do szkoły, a gdy kończyłam lekcje i wychodziłam ze szkoły to on już czekał na mnie pod szkołą. Laki był dla mnie wymarzonym prezentem świątecznym. Żadna rzecz materialna nie dałaby mi tyle miłości i przyjaźni zarazem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jako mała dziewczynka marzyłam o tym by mieć prawdziwą owieczkę . Byłam tak zafascynowana tym zwierzątkiem, że ciągle o niej mówiłam, malowałam na kartkach , nawet wycięłam raz z gazety zdjęcie owieczki i z nim spałam ... Do dziś pamiętam pewną sytuację ... Właśnie byliśmy w odwiedziny u babci na wsi, ja miałam może 11 lat . Babcia miałam farmę, miała też w stodole owieczki (ja o tym nie wiedziałam). Gdy bawiłam się z kuzynami rodzice wspomnieli dziadkom o moim"zafascynowaniu" . Babcia spojrzała na mnie . Poszła ze mną i zaprowadziła mnie do "stajni"gdzie było dużo zwierząt: krowy, kury, świnki i owce . Była tam też maleńka owieczka . Niedawno przyszła na świat. Była taka słodka . Taka kochana ! Ahhh... od razu tuliłam się do niej, nie chciałam jej oddać. Byłam uparta jak osioł (i pewnie babcia żałowała że mnie tu przyprowadziła). Zakochałam się jeszcze bardziej w owieczce. Babcia nie wiedziała co począć ...zawołała moich rodziców ale to nie pomogło . PRZYLEPIŁAM się do owieczki jak przyklejona super glue . Płakałam o nią tak długo, że rodzice obiecali, że owieczka na "tydzień" przeprowadzi się do naszego domku. I tak się stało ! Byłam w siódmym niebie ! Bawiłam się nią i opiekowałam każdego dnia. Nadeszła pora by wrócić do szkoły.A owieczka ? Musiała wrócić do dziadków . Dziś ?Mam małego Szkraba co ma 3 tygodnie ! Podarowałam mu maskotkę owieczki i maluszek strasznie ją kocha, tuli ... A taka mata od Canpol Babies? Byłaby jego ulubionym "pobojowiskiem" i czasem do spędzania czasu. Na macie ? Moja kruszynka czułaby się jak w moim łonie , przyjemnie i bezpiecznie. Choć znam Canpol Babies od dawna (bo moja siostra kupowała ich wprawkę) to jednak sama nie znam ich aż tak dobrze . Chciałabym tą matę dla mojej kruszynki ponieważ chciałabym aby jej prezentem pod choinkę była mata do zabawy, kojec do spania i miejsce do odpoczynku . Ta mata ? To spłnienie marzeń.Ja jak LIS czekam chytrze by spełniło się marzenie mojej kruszynki ! Pozdrawiam edka767@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Najbardziej pamiętam jak dwadzieścia pięć lat temu marzyłem, aby dostać pod choinkę braciszka Kacperka, którym mógłbym się opiekować, z którym mógłbym dzielić się swoimi zabawkami (miałem ich mnóstwo!), któremu mógłbym powierzać swoje sekrety, z którym mógłbym psocić i figlować od samego rana...Pamiętam swoje rozczarowanie kiedy okazało się, że jakiś roztargniony elf pomylił zamówienia i dostałem w prezencie siostrzyczkę Karolinkę - jak się później okazało siostra jednak była lepszym prezentem... :)) To z kolei sprawiło, że przed następną gwiazdką zacząłem marzyć by zostać elfem Świętego Mikołaja, by móc razem z nim rozwozić te wszystkie wspaniałe prezenty będące spełniłem marzeń dzieci :))
    P.S. Historia ma to do siebie, że lubi się powtarzać...Kilka dni temu dowiedziałem się, że żona jest w ciąży - czyżby córcia napisała list do Świętego Mikołaja z prośbą o siostrzyczkę bądź braciszka ?
    Pozdrawiam, kawa123ler@gmail.com :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Pamiętam, jak będąc małą dziewczynką marzyłam, aby pod maleńką, żywą choinką, którą tak pięknie przystroiłam z rodzicami w salonie znaleźć kolorowe cymbałki :) Takie proste kolorowe z dwoma pałeczkami, którymi mogłabym uderzać o metalowe blaszki uzyskując rozmaite dźwięki - to nie to samo co obecne zabawki z melodyjkami - chciałam na cymbałkach grywać własne melodie! I tak też się stało - Mikołaj o mnie nie zapomniał - wiadomo byłam grzeczna (nie zawsze, ale byłam), jadłam śniadania (no dobra z wielkim trudem, ale 'coś' tam zawsze dziobnęłam), wstawałam grzecznie do przedszkola (tylko czasem z wielkim krzykiem zalewając się łzami)! Poza tym te cymbałki miały służyć mi do niecnych planów - waląc w nie o każdej porze dnia i nocy doprowadzałam do szału rodziców, by płacili mi cukierkami za chwilę ciszy - w efekcie przez cały rok nazbierałam tyle słodkości, że zaczynało mi brakować miejsca pod łóżeczkiem :))
    Monika, moniaaa777@gmail.com

    OdpowiedzUsuń