sobota, 13 czerwca 2015

Jak być mamą szczęśliwą i spełnioną, czyli dobrze wykorzystaj swój urlop macierzyński

Bycie rodzicem to niekończące się szczęście, które przeplata się z olbrzymim zmęczeniem. Szczególnie trudny jest początek rodzicielstwa, kiedy przez głowę biegną Ci myśli: "Kiedy znów się wyśpię? Kiedy będę mieć czas dla siebie? Kiedy będzie tak jak dawniej?".

Po jakimś czasie dociera do Ciebie, że już NIGDY nie będzie tak jak dawniej. To jest teraz Twoja nowa rzeczywistość. Już nie jesteście we dwójkę, i nie będziecie. Bo choćby oddaleni od siebie fizycznie, zawsze będziecie myśleć o tym brzdącu. Już ZAWSZE będziecie o nim myśleć, tęsknić, martwić się o niego.

Ten nowy stan rzeczywistości trzeba zaakceptować. A później można zacząć się tak organizować, żeby jednak mieć czas dla siebie, dla domu. No i dla męża rzecz jasna. I wreszcie żeby mieć czas na to, żeby być SZCZĘŚLIWĄ!




Roczny urlop macierzyński to błogosławieństwo. Możesz być ze swoim szkrabem przez cały dzień, wspomagać go, obserwować jak się rozwija, karmić, bawić się i tulić. Ale po jakimś czasie dla części mam taka rzeczywistość robi się męcząca. Dzień po dniu, każdy wygląda tak samo. Śniadanie, spacer, pieluszka, drzemka, obiad, zabawa, drzemka, deser, powrót taty z pracy, kąpiel, sen. I tak wciąż, i wciąż. Mamę zaczyna ogarniać zmęczenie i znużenie. Zatraca się w obowiązkach wokół dziecka, bo przecież po to jest na urlopie, żeby być dla maluszka.

Ja mówię 'Zaraz! Chwila! Przecież w każdej pracy ważny jest odpoczynek!'.
Bez odpowiedniej ilości czasu dla siebie przestaniemy być szczęśliwe, co dziecko od razu od nas wyczuje. A ktoś kiedyś dobrze powiedział, że 'szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko'.

Przez pierwsze 6 miesięcy życia Ignasia byłam na każde jego zawołanie. Zawsze byłam blisko, w dzień czy w nocy. Mieliśmy w miarę ustalony rytm dnia, a nawet tygodnia. W poniedziałki spotykaliśmy się z ulubioną kumpelą Ignasia, we wtorki chodziliśmy do klubu rodzica, środy były tylko dla naszej dwójki - chodziliśmy wtedy na basen lub do biblioteki, w czwartki zajęcia rozwojowe, w piątki znów spotkanie z przyjaciółką. Każdy dzień był po brzegi wypełniony aktywnościami. I tak leciał dzień za dniem, tydzień za tygodniem.

Ten szósty miesiąc był dla mnie przełomowy. Pomyślałam sobie wtedy, że Ignaś jest już na tyle duży, że nie muszę być wciąż przy nim i dla niego. Zauważyłam, że doskonale potrafi sam sobą się zająć i odczuwa z tego powodu przyjemność. Dotarło do mnie, że mój syn też potrzebuje czasu dla siebie. Musi z bliska przyjrzeć się po kolei klockom w pudełku, podotykać mokre pranie, które czeka na rozwieszenie i powąchać świeże jabłka, które leżą w koszu w kuchni. I ja wcale nie jestem mu wtedy potrzebna.

To są właśnie te momenty w trakcie dnia, które staram się wyłapać i wykorzystać je całkowicie. Ignaś jest zajęty przeglądaniem nowej książki? Świetnie, lecę umyć zlew. Ignaś znalazł cebulę i zdejmuje łuski? Ja rozgrzewam patelnię i szykuję się do krojenia obranych cebul. Przecież współpraca jest niezwykle ważna, dzieci uwielbiają pomagać w domowych obowiązkach. Wszystkie obowiązki domowe, które niestety zrobić kiedyś trzeba, robię z Ignasiem lub przy nim. Razem szykujemy owoce na sok, razem nosimy brudne ubrania do pralki i razem zamiatamy. Nasze maluchy poznają tak świat i zapewniam Was, że nieźle się przy tym bawią.

Powiedzmy sobie szczerze, jest taki moment w ciągu dnia na który chyba każdy rodzic czeka z wielkim utęsknieniem - DRZEMKA! O tak, czasem to jedynie pół godziny, czasem nawet trzy, ale każda minuta drzemki jest na wagę złota. I właśnie tu drogie Mamy chciałabym się na chwilę zatrzymać. Co przeważnie robicie jak maluch idzie na drzemkę?
Ja zwykle szybko chciałam ogarnąć po jedzonku, a potem zrobić sobie kawę. Po drodze zobaczyłam, że zabawki są porozrzucane więc poukładałam je szybko. Oj, pudełko na zabawki ma urwany róg, trzeba je skleić. Tą paprotkę postawię wyżej, żeby Ignaś nie sięgnął. Oj, ale kwiaty mają sucho, trzeba je podlać.... I nagle nie z tego ni z owego drzemka Ignasia dobiega końca. Ja zdążyłam wziąć parę łyków kawy i nawet na chwilę nie usiadłam.

Pewnego dnia wpadłam na niezwykle prosty, lecz równie niesamowicie genialny pomysł - drzemka mojego synka to idealny czas w ciągu dnia, który mogę wykorzystać na co tylko chcę. I tylko ja decyduję o tym, czy będę w tym czasie gotować, sprzątać, czy się spełniać. I wtedy podjęłam decyzję, że jak mój syn będzie spał, to ja od momentu wyjścia z jego pokoju przeznaczę cały ten czas tylko i wyłącznie dla siebie. Będę czytać, uczyć się, pisać, rozwijać się w kierunku, który najbardziej mnie interesuje, pogłębiać swoje hobby.
Pewnie część z Was wzruszy teraz ramionami i pomyśli 'Ale mi to odkrycie, pff!'. Ale pomyślcie o drzemkach Waszych dzieci, co Wy w tym czasie robicie? Ten krótki czas w ciągu dnia możecie przeznaczyć na swoje hobby i zainteresowania, a kiedy ostatnio to robiłyście? Doba ma tylko 24 godziny i choćbyście nie wiem jak się starały, to nie rozciągniecie jej ani minuty dłużej. Trzeba więc łapać chwile w ciągu dnia, choćby były nie wiem jak krótkie, żeby być szczęśliwą w swoim macierzyństwie.

Wiecie, że od czasu kiedy postanowiłam przeznaczyć drzemki Ignasia na swój rozwój poczułam się dużo, dużo lepiej? Czułam, że idę do przodu, że znów odzyskuję siebie.
Kiedy maluch śpi, wykorzystaj ten czas tylko dla siebie. A jak już się obudzi, to zapewne z przyjemnością pomoże Ci w obowiązkach domowych. Tak, to jest właśnie takie proste i zwyczajne, a zarazem niesamowicie odkrywcze.


4 komentarze:

  1. Ja staram się też w tym czasie zddżemnąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpoczynek też jest na wagę złota! :)

      Usuń
    2. Taka popołudniowa drzemka każdej z Nas się przyda.

      Usuń
  2. Bardzo dobry artykuł z którym zgadzam się w 100%. Ja prawie zawsze przeznaczam ten czas dla siebie, bo tak jak piszesz codzienne obowiązki i opieka nad małym powoduje znużenie i zmęczenie.

    OdpowiedzUsuń