sobota, 11 kwietnia 2015

BLW: w poszukiwaniu śliniaka idealnego


Najważniejsze gadżety w BLW to: fotelik do karmienia, sztućce i miseczka oraz dobry śliniak! Dobry śliniak, czyli taki który ochroni ubranko przed zabrudzeniem. Sprawa jednak nie jest taka prosta, jakby się na pierwszy rzut oka wydawała. Bowiem znaleźć dobry śliniak nie jest wcale tak łatwo!

http://lisiamama.blogspot.com/2015/04/blw-w-poszukiwaniu-sliniaka-idealnego.html


 Minęło ponad pół roku odkąd stosujemy metodę BLW w karmieniu Ignasia.

Początki były pełne ekscytacji, ale okraszonej odrobiną strachu przed zakrztuszeniem (POCZĄTKI TUTAJ). Gdy zrozumiałam, że maluch świetnie radzi sam radzi sobie z jedzeniem i nie muszę asystować mu podczas każdego posiłku nasze życie stało się dużo prostsze.

Teraz, gdy mam ponad rocznego szkraba w domu doceniam fakt, że byłam nieugięta i mimo niepewności otoczenia stosowałam przez cały czas metodę BLW. Ignaś sam świetnie je łyżką i widelcem (wspominałam Wam o tym już podczas recenzji sztućców). Przede wszystkim: uwielbia jeść. Nie muszę odmierzać mu pokarmów, czy namawiać 'zjedz jeszcze łyżeczkę!'. Sytuacja jest wręcz odwrotna - muszę pokazać Ignasiowi, że garnuszek jest już pusty, bo inaczej domaga się dokładki za dokładką. Podaję mu tylko zdrowe jedzenie, bez cukru i soli. Nie są to żadne wyrzeczenia, bo sama staram się przygotowywać zdrowe posiłki dla rodziny. Ignaś lubi większość warzyw i owoców, lubuje się w kaszach, ostatnio zwariował na punkcie awokado.

Nie będę ukrywać, że od początku było różowo. Dobrze wiecie, jak wygląda druga strona BLW (przypomnienie TUTAJ). Dziś nie mam już tyle sprzątania co na początku. Przeważnie Ignaś sam pilnuje porządku na stoliku, a jak na coś nie ma ochoty, to uczymy go odkładać na drugi talerzyk (do tej pory jak nie chciał już czegoś jeść, to wyrzucał na ziemię). Jednak droga do takiego stanu nie była prosta. Na początku po każdym karmieniu musiałam umyć całego Ignasia. A potem go przebierać. Och, jakże moje życie byłoby prostsze, gdybym miała po prostu dobry śliniak!

Zacznijmy więc od początku: dobry śliniak powinien chronić ubranko przed zabrudzeniem.
I tyle. A może aż tyle?



Na rynku znajdziemy różne rozwiązania:

 Zwykłe śliniaki

1. Wiązane lub na zatrzask. Najczęściej nie powalają swoją urodą, gdyż okraszone są infantylnymi rysunkami. Można jednak znaleźć perełki (np. Skip Hop).
Niektóre modele mają kieszonkę, która niby ma łapać jedzenie, ale u nas kompletnie się nie sprawdzała. Przydatne jedyne w momencie, kiedy od spodu mają ceratkę, która chroni ubranko przed zmoczeniem. Często ciężko usunąć z nich plamy po posiłku, przez co wyglądają nieestetycznie.
Czasem pakowałam taki śliniak do torby wózkowej i korzystałam z niego w sytuacji awaryjnej, gdy Ignaś dostał coś mało brudzącego do zjedzenia. W codziennym używaniu przy metodzie BLW kompletnie nieprzydatne, bo zdecydowanie za małe.

Śliniaki z rękawkami

2. Tu wybór jest naprawdę duży. Na forach internetowych dla Mam prym wiodą śliniaki z Ikea (tutaj). Są oddychające, mają ściągacz przy rękawku, fajnie okrywają małego łasucha chroniąc boki. Rzeczywiście są prawie idealne. Niestety przeciekają i jest to dla mnie olbrzymi minus. Niby można je prasować, co sprawia, że nie przepuszczają wody, jednak ja jestem olbrzymią przeciwniczką prasowania, szkoda mi na to czasu. Kiedyś jednak zrobiłam eksperyment z prasowaniem tych śliniaków, jednak nie spodziewajcie się po nich za dużo.

3. Śliniak plastikowy z Canpola ma duży plus - nie przecieka! Jednak jest mniejszy niż ten z Ikea i nie okrywa maluszka, przez co jedzenie spada bokiem i mimo wszystko brudzi ubranko. Mam wrażenie, że może być w nim gorąco maluchowi, bo jest wykonany z dość sztywnego plastiku. Brak ściągacza przy rękawku powoduje, że może wpaść do środka trochę skarbów, brudząc przy tym ubranko.

Śliniak plastikowy z kieszonką

4. Nasze ostatnie odkrycie. Doceniamy go podczas nauki picia, bo idealnie łapie wodę. Świetny podczas podróży, spacerów, czy kolacji u znajomych. Łatwo utrzymać go w czystości, bo można myć pod bieżącą wodą (podobno nawet w zmywarce?) i wytrzeć do sucha.
Jest wykonany z mięciutkiego plastiku, który nie podrażnia skóry, choć wiem, że na rynku można spotkać też takie bardzo sztywne śliniaki, których za nic nie nałożyłabym Ignasiowi.
Dobre rozwiązanie dla nieco starszych dzieci, które nie brudzą się aż tak bardzo.

Inne rozwiązania

Wypróbowałam również mniej reprezentatywne metody, jak np. wiązanie przy szyi pieluszki, czy ściereczki z Ikea. Fajny pomysł na sam początek, bo ścierki można prać w gorącej wodzie, nie zostają więc na nich żadne plamy.

5. Świetnym rozwiązaniem wydaje mi się być  fartuszek z Ikea, który ma te same plusy co wyżej opisane śliniaki z Ikea, a dodatkowo nie przemaka (tutaj)! Cud, miód i orzeszki! Czyżby to był produkt idealny? Może i tak, ale wg Ikea są to fartuszki do ochrony ubranka podczas malowania i niestety dedykowane są starszym dzieciom. Mój Ignaś więc prawie w nim pływał. Och, gdyby można było je znaleźć w mniejszym rozmiarze, byłoby bosko!

Niektóre Mamy decydują się na karmienie bez śliniaka oraz bez ubranka! Gołe maluchy sadzają do jedzenia, a po skończonym posiłku wędrują pod prysznic. To też jakiś sposób :)

Nam nie udało się jeszcze znaleźć śliniaka idealnego, poszukiwania wciąż trwają. Jednak zdecydowanie najlepiej sprawdza się u nas połączenie fartuszka z Ikea (nr 2) z plastikowym śliniakiem Tommee Tippee Explora (nr 4). Tak opatulony Ignaś prawie zawsze po obiadku wychodzi z suchym i czystym ubrankiem.

A może Wy macie doświadczenie w tej kwestii i możecie polecić śliniak idealny?



7 komentarzy:

  1. Rzeczywiście te z Ikei przeciekaja, a i są duże. Mój Podopieczny ma rok, ale jest drobniutki i chudzinka wiec topi się w nich. Ten do malowania jest fajny na starsze dziecko.
    Ja używałam jedynie tych silikonowych ze smyka u innych Podopiecznych, a od października Podopieczny używa sliniaczkow uszytych specjalnie na zamówienie, z tkaniny laminowanej. Mamy kolorowe małpki na białym tle i zielone żaby :) Nie przeciekaja, woda wpływa do kieszonki choć na początku owa kieszonka dość przylega do reszty. Można go umyć i nie ma śladu po jedzeniu, można wyprać (prałam raz w 30st i raz w 40 (obroty na 800)i nic się nie stało, sliniak jak nowy, ale w pralce prane są rzadko). Nie wiem jak będzie się sprawdzał przy blw, ale przy próbach samodzielnego jedzenia łyżeczką - daje radę.

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ci nowość :)Muszę koniecznie poszperać w poszukiwaniu zdolnej osoby, gotowej uszyć śliniak! Dziękuję za cynk :)

      Usuń
  2. Ja od pół roku poszukuję śliniaki z kieszonką i nadal się nie zdecydowałam :P

    OdpowiedzUsuń
  3. http://www.mymonki.pl/sliniaki.html - to są nasi faworyci. Nie przemakają, nie wchłaniają plam, są estetyczne, mają kieszonkę :-) My już dalej nie szukamy :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepsze sliniaki jakie mieliśmy to z firmy bumkins.pierwsze kupiliśmy w tkmaxie.okazały się na tyle cudowne że inne wielkości kupiliśmy w necie. Nie są tanie ale warte każdej złotówki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyglądają uroczo, przy najbliższej wizycie w TKMaxx na pewno rozejrzę się za nimi :)

      Usuń
  5. U nas najlepiej sprawdził się śliniak firmy bibetta! Neoprenowy, z rękawkami i kieszonką na spadające okruszki :) piękny do tego i nieprzemakalny! polecam :)

    OdpowiedzUsuń