poniedziałek, 9 marca 2015

KONKURS: wygraj elektryczną karuzelę "Piraci"

Po słonecznej niedzieli wita nas szary poniedziałek.
Mam jednak dla Was coś, co zdecydowanie rozjaśni Wam dzisiejszy dzień: Konkurs z Karuzelą!

http://lisiamama.blogspot.com/2015/03/konkurs-wygraj-elektryczna-karuzele.html



Chyba każdy lubi konkursy z ciekawymi nagrodami - dziś do wygrania jest elektryczna karuzela pluszowa "Piraci", sponsorowana przez firmę Canpol Babies w ramach programu Blogosfera (TUTAJ).

Co należy zrobić, aby stać się właścicielem uroczej karuzeli?

Wystarczy ciekawie odpowiedzieć na pytanie: "Jaki masz sposób na naukę samodzielnego zasypiania maluszka?".

Zadanie niezwykle trudne, ale i nagroda warta wysiłku! Ruszcie więc głową i zaczarujcie słowem, a może szczęście się do Was uśmiechnie.

Odpowiedzi umieszczajcie w komentarzach poniżej. Razem z ignasiowym Tatom wybierzemy jeden sposób, który najbardziej przypadnie nam do gustu, a zwycięzcę nagrodzimy karuzelą elektryczną "Piraci". Pamiętajcie, aby podpisać się w komentarzu!

Konkurs trwa od 9 do 23 marca, wyniki pojawią się na blogu do dnia 29 marca.


Warunki dodatkowe:
1. Konkurs organizowany jest dla fanów Lisiej Mamy, także jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to zapraszam do polubienia nas na Facebooku: TUTAJ
2. Niezła nagroda, prawda? Możemy podziękować sponsorowi przez polubienie strony: TUTAJ
3. Będzie mi bardzo miło, jeśli wieści o konkursie przekażesz swoim znajomym, udostępniając publicznie plakat: TUTAJ


Więcej konkursów dla dzieci i kobiet w ciąży znajdziesz na stronie Konkursowe Mamy - Kliknij tutaj


16 komentarzy:

  1. Ja przechodziłam przez to kilka razy - za każdym razem sprawdzało się najpierw wyciszenie dziecka. Podopiecznego po nakarmieniu przewijam. Potem tulimy się na kanapie i oglądamy ulubione książeczki. A gdy mały jest śpiący, daje znak wtulajac się we mnie, więc odkładam baje i się tulimy. Po chwili idziemy na górę, przysłaniam rolety, robię półmrok. Daję smoczka (bo używamy). Odkładam i okrywam kołderką. Włączam projektor i cichutko siedzę obok łóżeczka. A on tuląc misio szmatkę albo metkowca powolutku przysypia. Czasami potrzebuje mnie potrzymać za palec, a czasem nie trzeba. U Jego siostry (aktualnie 5latki) było podobnie, tylko, że ona potrzebowała misia zamiast mojego palca. I najpierw siedziałam obok łóżeczka a potem coraz dalej aż "wyszłam" z pokoju.


    Na fb polubie bloga pod prywatnym kontem (nie mam "blogowego fb" ;)

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam jeszcze dodać: projektor tylko wyświetla nam księżyc i gwiazdki stałe :) nie ma muzyki itp :)))

      www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

      Usuń
  2. Samodzielne zasypianie to ostatnio mój konik, mogłabym o tym opowiadać godzinami. Nie wiem, czy ciekawie, ale na pewno długo :-) Po kilku miesiącach nocy z ilością pobudek jak gwiazd na niebie zaśpiewałam za Agnieszką Chylińską "Kiedy powiem sobie dość..." Nasz algorytm nauki samodzielnego zasypiania wygląda tak:
    1. Upewniłam się, że Dziecko jest zdrowe. W trakcie infekcji Dziecko potrzebuje nocnego przytulenia, kołysania, picia. Poza tym samodzielnemu zasypianiu nie sprzyjają nadzwyczajne okoliczności, takie jak wyjazd, święta, trudna sytuacja w rodzinie.
    2. Stworzyłyśmy wieczorny rytuał: kolacja, karmienie piersią, kąpiel, mycie ząbków, przebranie w piżamkę i śpiworek, pomachanie światu na dobranoc przy oknie, krótka modlitwa, włączenie pozytywki, buziak i do łóżeczka. Specjalnie karmienie wylądowało przed kąpielą, żeby nie kojarzyło się z zasypianiem.
    3. Po odłożeniu Dziecka do łòżeczka zostaję w pokoju, ale nie zagaduję, nie zabawiam, siedzę cicho. Z początku były oczywiście protesty. Jeśli Dziecko płakało, głaskałam po rączce, "szuszałam" albo wyjmowałam z łóżeczka, ale tylko na chwilę, żeby uspokoić. Jak tylko Dziecko stawało się spokojne, odkładałam na nowo. I w nocy już nie karmię - za to w dzień się nie ograniczamy :-) Najgorsza była pierwsza noc - usypianie trwało 1.5 h. Dzisiaj jest to od 5 do 30 minut.
    4. Metoda "krzesełkowa" /Lady Sleep Shuffle, na której się opieram, zakłada stopniowe oddalanie się rodzica od łóżeczka aż do opuszczenia pokoju. To się nam jeszcze nie udało, ale wszystko jeszcze przed nami. Według badań 75% dzieci do 3 roku życia nie zasypia samodzielnie :-)
    A efekty? Maksymalnie 2-3 pobudki w nocy, a zdarzają się ciągi snu po 10 godzin :-)
    Dobranoc :-)
    Aga J. i Dziecko :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja Izunia (2 lata) jest oryginalna i jedyna w swoim rodzaju, i mimo stosowania wielu rytuałów związanych z zasypianiem, które miały na celu ją wyciszyć, uspokoić i zrelaksować, nigdy nie udało nam się normalnie jej uśpić.
    Długi czas bez powodzenia stosowaliśmy następujące wieczorne rytuały: kolacja, kąpiel z pianą w gronie kaczuszek, cała gama zabiegów spa, piżamka, łóżeczko, głaskanie i książeczka na dobranoc. I co? I nic to nie pomagało - córeczka dalej nie chciała spać. Bajka ją strasznie nudziła, więc uciekała z łóżka, bo wolała brykać, wygłupiać się, skakać i bawić się swoimi zabawkami.
    Zaczęłam podejrzewać, że jednak nie ma sprawdzonej recepty na sen... albo trafia się egzemplarz dobrze śpiący albo taki, który nie lubi zasypiać i jest strasznie oporny w tej kwestii;)
    Wreszcie stwierdziłam, że nie ma sensu jej na siłę kłaść do łóżka, szarpać się z nią i męczyć. Skoro wieczorem "wstępuje w nią diabeł" i ma niespożytą energię, należy spuścić z niej trochę pary.
    Jak to mówi mój mąż - "trzeba rozładować jej baterię, żeby padła":)
    Dlatego teraz codziennie pół godziny przed snem, ja i mąż zbieramy się w sobie, uruchamiamy nasze pokłady energii i zamiast wyciszać naszą Niunię, robimy zupełnie odwrotnie - pobudzamy ją i tak długo z nią wariujemy, aż się zmęczy!
    Głównie ćwiczymy z nią - pajacyki, przysiady, chód, skłony, rowerek, wymachy, itp. (Co przy okazji wychodzi nam na zdrowie).
    Do tego skakanie po łóżku, zabawa w berka, tańczenie przy muzyce, trochę wygłupów typu turlanie się, łaskotanie, kręcenie wkoło.
    I dopiero to faktycznie zaczęło działać na naszego małego, "nocnego Marka".
    Po trzydziestu minutach takich dzikich harców, Izę zaczynają opuszczać siły i pojawia się upragnione tarcie oczek. Wtedy dajemy córeczce butelkę z mlekiem do rączki i już po chwili śpi jak aniołek!
    Przy okazji niestety, my też jesteśmy zmordowani i padamy z wyczerpania;)
    Justyna Potomska

    Ps. Blog Lisiej Mamy oraz stronę sponsora polubiłam na FB jako Czarna Perła. Plakat również udostępniłam jako Czarna Perła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nauka samodzielnego zasypiania... najprościej uczyć tego od pierwszych dni życia, no ale jestem z tych mam, które uwielbiają gdy wtula się w nie taka mała istotka :) Muszę dodać, że jestem mamą trójki dzieci, także trochę się "nausypiałam" moich pociech, a jak to było z samodzielnym spaniem? Pierwszy synek, jako że pierwszy :D nie poznał co to samodzielne zasypianie, bo zawsze mu towarzyszyłam ja albo mąż. Potem pojawił się drugi synek, a że miejsca za dużo nie mamy, więc spali w jednym pokoju, więc siłą rzeczy starszy synek i tak zasypiał w mojej obecności. Z drugim maluchem już na samym początku robiłam wszystko, żeby potrafił sam zasnąć. Przyzwyczajony do obecności smoczka i pieluszki potrafił sam zasypiać praktycznie "od zawsze", także ten sposób się sprawdził i mogę polecić. Ze smoczka niestety kiedyś się wyrasta, ale tu na ratunek przychodzi starsze rodzeństwo :D bo jakby nie było są już we dwójkę ;) Sposób drugi również polecam - choć tu mam małe "ale", bo zamiast spać, to oczywiście wolą się bawić, no ale najważniejsze - ja nie jestem tam potrzebna :D Z córą do samodzielnego zasypiania jeszcze dojrzewamy ;) Myślę że jak najbardziej sprawdzi się tu sposób drugi, czyli rodzeństwo ;) O co chodzi? Żeby rodzice mieli wolne :D A tak poważnie, to ja jestem zwolenniczką małych kroczków, a nie drastycznych rozwiązań. Najpierw przyzwyczaić dziecko do jakiejś przytulanki, z którą będzie spać, potem stopniowo oddalać się od łóżka, aż w końcu dojdziemy do tego, że maluch będzie potrafił zasnąć bez naszej obecności :)
    Dorota B. ze swoją trójcą ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nauczyć dziecko samodzielnego zasypiania nie jest sprawą prostą, u nas odbyło się to etapowo i to syn tak naprawdę pokazał nam kiedy jest na to gotowy.

    Etap 1
    Mój synek był dzieckiem kolkowym i przez pierwsze 4,5 miesiąca nie było nawet mowy o tym, by spokojnie poleżał w łóżeczko przez kilkadziesiąt minut, a co dopiero o samodzielnym zasypianiu. Przez ten trudny dla nas czas spał ok. 4-5 godzin na dobę i to nie koniecznie w nocy. Jak go usypialiśmy oczywiście w najgorszy i za razem najskuteczniejszy sposób a mianowicie kołysząc na rękach i to do tego przy dźwiękach suszaki czy wentylatora w kuchni.

    Etap 2
    Przyszedł czas gdy synek zaczął się totalnie buntować kołysaniu na rękach. Było dla nas jasne, że taka forma usypiania go nie wchodzi w grę. Wszystkie dostępne rady i sposoby, wyciszenie i itp. nie działały. Nie można było go odłożyć do łóżeczka by sam zasnął. Więc przeszliśmy do kolejnej uciążliwego sposobu czyli jeżdżenia wózkiem po mieszkaniu. I tak po kilku minutach jazdy spacerówką synek zasypiał.

    Etap 3
    Przyszedł czas, gdy zaczął się buntować również i przed tym sposobem usypiania. Odłożenie go do łóżeczka nawet nie wchodziło w grę. Więc po prostu przestałam jeździć wózkiem domyślając się, iż ruch go jeszcze bardziej denerwuje zamiast usypiać. Stawiałam wózek przy oknie. A syn o dziwo, po kilku minutach zasypiał jak aniołek.

    Etap 4
    Wózek jednak był dla niego za mały i było mu po prostu nie wygodnie. Odłożenie go do łóżeczka nie wchodziło w grę, bo sam wstawał łapiąc się za szczebelki i nie chciał się położyć. Zaczęłam więc kłaść go na dużym – młodzieżowym łóżku, które mu kupiliśmy. Synek zasypiał samodzielnie bardzo szybko, nie tak łatwo było mu wstać bo nie miał się czegoś za bardzo złapać i było mu bardzo, bardzo wygodnie.

    Efekt – Mój synek po ukończeniu12 miesięcy zasypia samodzielnie w dużym łóżku. A małe łóżeczko i wózek czeka cierpliwie na narodziny siostrzyczki.

    Tak naprawdę to nie ja i mój móż nauczyliśmy synka samodzielnego zasypiania – to on pokazał nam kiedy jest na to naprawdę gotowy.

    Matka Mężatka
    http://moja-probeczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nauka samodzielnego zasypiania jest dla malucha nie lada wyzwaniem. Trzeba byc wyrozumiałym dla dziecka. Każda zmiana to dla niego spory stres. Musimy go w jakiś sposób złagodzić – np. przytulanką czy większą dawką czułości w ciągu dnia. Ono naprawdę w ogóle nie rozumie, dlaczego rodzice każą mu zrezygnować z tego, co tak bardzo lubi. Musimy uszanować te emocje. Mimo wszystko. Kluczem do sukcesu jest konsekwencja rodziców. Wystarczy złamać się raz i wszystkie wysiłki na nic. Musicie być zgodni, zdeterminowani i wspierać się nawzajem. Pierwsze protesty zwykle łatwiej znieść tacie:) (wiem to z doswiadczenia) Nauka spania trwa minimum kilka nocy. Będziecie się musieli zmieniać. I nie celebrujcie wielkiego sukcesu za wcześnie. Dziecko jeszcze nieraz będzie was „testować”. Warto być na to przygotowanym.Wasz wysiłek najpewniej spotka się z protestem. Dziecko – domagając się wzięcia na ręce – będzie głośno płakać, żałośnie kwilić albo wręcz piszczeć. Nieraz trzeba będzie zaciskać zęby, żeby wytrwać w postanowieniu. Najtrudniej jest pierwszej nocy. Ale kilka kolejnych też może być nieprzespanych.Wieczorne zasypianie to moment, w którym dziecko szczególnie potrzebuje naszej bliskości i obecności. Zasypianie to takie małe rozstanie, a sposób, w jaki maluch je przeżywa, może stać się modelem reagowania na późniejsze rozstania. Malutkie dziecko, które traci mamę z pola widzenia, nie wie, że ona wróci. Dorosłemu trudno to sobie wyobrazić, że za każdym razem odchodzimy od malucha "na zawsze". Zostawiając go płaczącego w pokoju, narażamy dziecko na samotne przeżywanie rozpaczy, której głębi nie potrafimy sobie wyobrazić.Wyobraźmy sobie, jak czuje się dorosły, który jest smutny, samotny, rozpaczliwie potrzebuje bliskości i poczucia bezpieczeństwa, a ci, którym chciał ufać, mówią mu: radź sobie sam, twoje potrzeby nas nie obchodzą? Taki dorosły czuje się fatalnie. Ale opanował sztukę szukania wsparcia, potrafi, lepiej lub gorzej, zadbać o swoje samopoczucie. Małe dziecko nie umie się pocieszyć. Rozpacz samotnego płaczu, nadzieja i rozczarowanie w jego wołaniu o bliskość mamy to coś, co warto sobie wyobrazić i uświadomić, zanim zdecydujemy się nie wchodzić do pokoju szlochającego dziecka.
    Dlatego ja rozpoczynałam naukę samodzielnego zasypiania kladąc się koło mojej córeczki, opuszczając ją dopiero w momencie zasnięcia. Naukę zaczęłam w wieku trzech miesięcy. Oczywiście były dni kiedy strasznie płakała, domagała się noszenia - wówczas nieraz po pięćdziesiąt razy brałam na ręce, tuliłam, całowałam, uspokajałam. Po uspokojeniu kładłam na wersalkę, znowu płacz - brałam uspakajałam i odkładałam za każdym razem kładąc się koło niej. Faktycznie najtrudniejsze były pierwsze dni - nie można się denerwować, bo dziecko wyczuwa emocje. Każdy kolejny dzień przynosił małe sukcesy. Po 2-3 tygodniach usypianie trwało okolo 5 minut. Nie mówię bo czasami dłużej, ale ogólnie odbywało się już bezstresowo. Ale jak wcześniej napisałam nigdy nie zostawiłam jej samej w czasie zasypiania narażając ją jednocześnie na poczucie strachu. Po zasnęcu opuszczałam pokój. Po dwóch miesiącach powolutku zaczełam próbować zasypiania wychodząc z pokoju. Jeden dzień zasnęła drugi nie,różnie to było. Przy każdym płaczu natychmiast do niej wracałam, aby wiedziała,że jestem.Mając 5 miesięcy zasypia bezproblemowo w łóżeczku. Widząc,że jest śpiąca, wkładam urwisa do łóżeczka, całuję,przytulam jeszcze chwilę i powoli się oddalam. Gdy płacze wraca, ale zdarza się to już bardzo rzadko. Życze Wan powodzenie - łatwo nie będzie ale konsekwencja i miłością dojdziecie do celu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przy nauce samodzielnego zasypiania i ja się wiele nauczyłam :) Przede wszystkim ogromu cierpliwości i tego, że najważniejsza jest konsekwencja. Przy maleńkim dziecku pewne czynności trzeba powtarzać kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy, aby przyniosły pożądany skutek.
    Kiedy mój Synek był maleńki miał ogromne trudności ze snem. Nie spał całymi dniami i był przez to bardzo marudny. Zanim rozpoczęliśmy naukę samodzielnego spania trzeba było w ogóle nauczyć go spać. Długo trzeba było nosić go na rękach, ale zawsze starałam się odłożyć go do łóżeczka jeszcze przed zaśnięciem. I tak każdego dnia udawało mi się to coraz wcześniej i wcześniej.
    Duża jest też zasługa rytuałów. W dzień są to u nas kołysanki i głaskanie po buzi. Na noc rytuał jest trochę dłuższy - zawsze w tej samej kolejności: pyszna kaszka, miła i wesoła kąpiel, mycie ząbków, przytulanie się i kołysanka.
    Nasz Smyk ma już roczek, a ja od dawna nie pamiętam co to trudności z zasypianiem. Konsekwencja i rutyna to ogromni sprzymierzeńcy w nauce samodzielnego zasypiania. Życzę powodzenia innym Mamom :)
    Pozdrawiamy,
    Ania Ch. z Synkiem

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzeba słuchać serca swego,
    Instynkt nie jest bez znaczenia,
    Z pojawieniem się człowieka małego,
    Tyle w życiu na nowo się zmienia.

    Aby przyszedł słodki sen,
    Aktywny musi być malucha dzień,
    Czas zabawy, wyciszenia,
    Nie jest tutaj bez znaczenia.

    Ważne są dnia rytuały,
    Bo gdy człowiek taki mały,
    Bezpieczeństwo mu to daje,
    Maluch dzielnie świat poznaje.

    Z konsekwencją taty, mamy,
    Do snu malca układamy,
    Pokoik jest wywietrzony,
    Malec miło otulony.

    Ja rozpieszczę - nie rozpuszczę,
    swojego Skarbeczka,
    I z miłością co wieczór, odkładam go do łóżeczka.

    Ważne są różne za dnia ilości:
    Kilogramy słodkiej miłości specjalne - dla mojej córeczki,
    Kilka kropel przytulenia z małej buteleczki,
    Garść uśmiechu i serdeczności,
    Szczyptę codziennej przyjemności,
    Zdrowe posiłki w cudownej atmosferze
    I długie spacery, gdy smutek nas zbierze,
    Łyżkę dobra, łyżeczkę akceptacji, okruszynę humoru
    i nic więcej nie trzeba dla życia wigoru.

    A gdy przyjdzie dobry sen, zbieraj mamo siły na nowy szalony dzień.

    Andżelika B.

    OdpowiedzUsuń
  9. Sposoby na samodzielne zasypianie mego dziecka


    Moja córcia zasypiała jedynie przy piersi, lecz odłożona do łóżeczka płakała niemiłosiernie...i tak co noc. Przy cycu aniołek, słodziak, cukiereczek, a gdy cyca zabierano i próbowano włożyć do łóżeczka-wrzawa, krzyk, darcie. Z czasem nauczyłam się ruchem szybkim jak błyskawica podmieniać cyca na smoczek. I tu następował sukces.Kolejnym etapem było odkładanie śpiącego malucha do łóżeczka. Z mężem opracowaliśmy taki system delikatnego kładzenia w łóżeczku, niczym duet baletowy, delikatnie i zwinnie. Jak jednak maluch się spostrzegł, że został eksmitowany od rodzicielskiego łoża, różnie po 30 min, godzinie, znów lament, płacz i kategoryczny nakaz powrotu. W pewnym momencie mieliśmy dość i zamiast drżeć czy uda nam uśpić malucha, czy się nie obudzi....postanowiliśmy NAUCZYĆ SAMODZIELNEGO ZASYPIANIA!

    Drogie Mamy! Metod na zasypianie jest wiele, od tych łagodnych bez płaczu, po te bezpardonowe, bezwzględne- z płaczem w tle. Wiele ksiąg przewertowałam, wiele rad przeczytałam i potem eksperymentując na własnym rodzonym dziecięciu zastosowałam następującą technikę:

    I.POSTAWA MAMY
    Jaką byśmy drogę nie obrały, wiem jedno. Przed nauką samodzielnego zasypiania trzeba się wpierw zaopatrzyć w:
    -konsekwencję,
    -determinację,
    -morze cierpliwości,
    -i najlepiej ogłuchnąć- ale może to przeszkadzać w codziennym funkcjonowaniu więc to optymalnie:):)

    II. PRZYGOTOWANIE MALUSZKA
    Kiedy mama emocjonalnie jest już gotowa na naukę samodzielnego zasypiania, przychodzi też pora na malucha. Nie może być chory, nie mogą się dziać w jego życiu jakieś emocjonujące rzeczy np. przeprowadzka. Ponadto dziecka rozszalałego, rozemocjonowanego trudno uśpić, ważne zatem by go odpowiednio przygotować przez wyciszenie. Gdy mamy przed sobą zdrowego, zadowolonego z życia klienta możemy przejść do punktu następnego.

    III PRZYGOTOWANIE POKOJU
    -odpowiednia temperatura
    -wywietrzony pokój
    -własne wygodne łóżeczko,
    - wygodne ubranko
    -lampka, bu nie było za jasno,
    -przytulanka, karuzelka-lub inne przydatne gadżety


    IV SAMOKRYTYKA
    Usiadłam i przeanalizowałam moje błędy. Cyc jako zasypiacz- do wyeliminowania, brak stałych godzin zasypiania-do zmiany, brak rytuału-do wypracowania, brak konsekwencji do odkładania małej do łóżeczka- do wypracowania....Generalnie zrobiła mi się długaśna lista. Dużo pracy! Ale warto było! I tak metodą prób i błędów, obserwacji dziecka, dostosowania się też do jego potrzeb udało nam się dość do wytworzenia punktu kolejnego, czyli.....

    ciąg dalszy niżej

    Patrycja G.


    OdpowiedzUsuń
  10. ciąg dalszy....
    V. RYTUAŁY
    A nawet 2R- za rytuałem idzie rutyna. Powtarzalność.....przewidywalność...punkcik po punkciku.....aż maluszek zaśnie smacznie (o piękny to widok!):) Zaobserwowałam kiedy córcia wieczorem jest senna-okazało się, że to godzina 20:00. Więc jak zegar wybijał tę godzinę, wiedziałam, że nie należy córci zanadto pobudzać. I tu zaczynaliśmy, gdy ósmy raz zegar bił:
    1. Kaszka- cyc kojarzył się z zasypuaniem, więc wylądował karmienie wcześniej, a ostatnie jedzonko zastąpiłam kaszką- sycącą i pyszną
    2. Kąpiel- kaczuiszki do wanienki i jechaliśmy z szuru buru...
    3. Kołysanie- fotel bujany, dziecko w piżamce na kolankach i przytulankowe bajeczki. Choć córcia jeszcze niewiele rozumie, lubi słuchać mojego spokojnego, cichego głosu....
    4. Hasło: :Dobranoc idziemy spać"
    5. Kładzenie do łóżeczka- i jak inne punkty wychodziły od początku doskonale, tak tu wiele wiele oj wiele pracy było. Poniekąd stosowałam trochę metode pani Hogg. Najpierw siedziałam przy córci aż zaśnie, głaskałam, trzymałam za rączkę. Potem miałam w planach coraz dalej siadać i dalej, jak w pewnym mądrym poradniku. Nasz egzemplarz był uparty:) Gdy płakała brałam na ręce, uciszałam i znów odkładałam....oj chyba rekord Guinnessa pobiłam w tym. Brakowało nam jakiegoś...czegoś co by było tylko do snu..... elementu do zasypiania. Przytulanka nie zdała u nas rezultatu. Monio do snu zamiast cyca przyjął się. Aż w końcu genialny mąż kupił karuzelkę córci. Po wsze czasy będę go za to wielbić! Jak bohater powiesił nad łóżkiem córci karuzelkę. Gdy nadszedł czas spania, przeszliśmy przez wszystkie punkty rytuału, aą doszliśmy do kładzenia do łóżeczka i stał się cud! Córci dałąm buziaka na dobranoc, tata włączył karuzelkę i mała patrzyła jak urzeczona..... patrzyła się i patrzyła, nawet na mamę nie spojrzała, jakbym przestałą istnieć, była tylko karuzelka i ona.....Żadne głaskanie, żadne cuda wianki, melodia karuzelki, ruszające się elementy uśpiły moje dziecko..... i tak już jest do dziś. Po położeniu do łóżeczka, włączam karuzelę i moje dziecko przy tym usypia. Oczywiście na początku budziła się po jakimś czasie, ale znów włączałam karuzelę i jazda....dziecko zasypiało bez mamy, a z karuzelą. Aż w końcu przestała. I śpi pięknie. sama SAMA SAAAMMMAAA! :)

    Karuzela odwala za mnie cała robotę! Niech będzie chwała konstruktorowi! Jeśli wypełnimy wszystkie punkty, uruchomimy karuzelę, to teraz zasypianie to przyjemność, a nie koszmar jak na początku!

    Tak u nas wyglądała nauka zasypiania do tej pory. Jednak piękne, bezbolesne zasypianie wisi na włosku. Wczoraj nasz kuzyn- Psujołapka dorwał się do karuzelki i ja popsuł- dokumentnie, ostatecznie.... karuzela zakończyła żywot. Jestem w rozpaczy...kombinuję jak zastąpić karuzelkę, ale skończyło się tym na razie, że córka wylądowała znów w naszym małżeńskim łożu, a mąż na kanapie. Dziś noc chyba będzie wyglądać podobnie.....Ech! Bez karuzeli córa nie chce usnąć! I ujrzałam ten konkurs Lisiej Mamy! I zaświeciła nadzieja! Jeśli uda nam się wygrać karuzelkę....będziemy przeszczęśliwi! Znów zapanuje ład i porządek! Znów córcia zacznie nam pięknie sama zasypiać!

    Patrycja G.
    Blog polubiła już jakiś czas temu:)

    OdpowiedzUsuń
  11. ciąg dalszy....
    V. RYTUAŁY
    A nawet 2R- za rytuałem idzie rutyna. Powtarzalność.....przewidywalność...punkcik po punkciku.....aż maluszek zaśnie smacznie (o piękny to widok!):) Zaobserwowałam kiedy córcia wieczorem jest senna-okazało się, że to godzina 20:00. Więc jak zegar wybijał tę godzinę, wiedziałam, że nie należy córci zanadto pobudzać. I tu zaczynaliśmy, gdy ósmy raz zegar bił:
    1. Kaszka- cyc kojarzył się z zasypuaniem, więc wylądował karmienie wcześniej, a ostatnie jedzonko zastąpiłam kaszką- sycącą i pyszną
    2. Kąpiel- kaczuiszki do wanienki i jechaliśmy z szuru buru...
    3. Kołysanie- fotel bujany, dziecko w piżamce na kolankach i przytulankowe bajeczki. Choć córcia jeszcze niewiele rozumie, lubi słuchać mojego spokojnego, cichego głosu....
    4. Hasło: :Dobranoc idziemy spać"
    5. Kładzenie do łóżeczka- i jak inne punkty wychodziły od początku doskonale, tak tu wiele wiele oj wiele pracy było. Poniekąd stosowałam trochę metode pani Hogg. Najpierw siedziałam przy córci aż zaśnie, głaskałam, trzymałam za rączkę. Potem miałam w planach coraz dalej siadać i dalej, jak w pewnym mądrym poradniku. Nasz egzemplarz był uparty:) Gdy płakała brałam na ręce, uciszałam i znów odkładałam....oj chyba rekord Guinnessa pobiłam w tym. Brakowało nam jakiegoś...czegoś co by było tylko do snu..... elementu do zasypiania. Przytulanka nie zdała u nas rezultatu. Monio do snu zamiast cyca przyjął się. Aż w końcu genialny mąż kupił karuzelkę córci. Po wsze czasy będę go za to wielbić! Jak bohater powiesił nad łóżkiem córci karuzelkę. Gdy nadszedł czas spania, przeszliśmy przez wszystkie punkty rytuału, aą doszliśmy do kładzenia do łóżeczka i stał się cud! Córci dałąm buziaka na dobranoc, tata włączył karuzelkę i mała patrzyła jak urzeczona..... patrzyła się i patrzyła, nawet na mamę nie spojrzała, jakbym przestałą istnieć, była tylko karuzelka i ona.....Żadne głaskanie, żadne cuda wianki, melodia karuzelki, ruszające się elementy uśpiły moje dziecko..... i tak już jest do dziś. Po położeniu do łóżeczka, włączam karuzelę i moje dziecko przy tym usypia. Oczywiście na początku budziła się po jakimś czasie, ale znów włączałam karuzelę i jazda....dziecko zasypiało bez mamy, a z karuzelą. Aż w końcu przestała. I śpi pięknie. sama SAMA SAAAMMMAAA! :)

    Karuzela odwala za mnie cała robotę! Niech będzie chwała konstruktorowi! Jeśli wypełnimy wszystkie punkty, uruchomimy karuzelę, to teraz zasypianie to przyjemność, a nie koszmar jak na początku!

    Tak u nas wyglądała nauka zasypiania do tej pory. Jednak piękne, bezbolesne zasypianie wisi na włosku. Wczoraj nasz kuzyn- Psujołapka dorwał się do karuzelki i ja popsuł- dokumentnie, ostatecznie.... karuzela zakończyła żywot. Jestem w rozpaczy...kombinuję jak zastąpić karuzelkę, ale skończyło się tym na razie, że córka wylądowała znów w naszym małżeńskim łożu, a mąż na kanapie. Dziś noc chyba będzie wyglądać podobnie.....Ech! Bez karuzeli córa nie chce usnąć! I ujrzałam ten konkurs Lisiej Mamy! I zaświeciła nadzieja! Jeśli uda nam się wygrać karuzelkę....będziemy przeszczęśliwi! Znów zapanuje ład i porządek! Znów córcia zacznie nam pięknie sama zasypiać!

    Patrycja G.
    Blog polubiłam już jakiś czas temu:)

    OdpowiedzUsuń
  12. A moje dzieciątko jest jeszcze takie malutkie i takie bezbronne, że nie mam sumienia zostawić go płaczącego w łóżeczku, ale kiedy będzie większy, a jego potrzeba bliskości osłabnie będziemy się na pewno uczyć zasypiać samodzielnie. Wszystko w swoim czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zapomniałam dopisać, że udostępniłam też plakat na fb ako Patrycja Głogowska:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Gdy urodziłam pierwsze dziecko, od małego zasypiało karmione piersią . Wraz z wiekiem, gdy rosło zasypiało wożone we wózku, huśtane w kocyku czy lulane w kołysce . Cóż ... Do pewnego momentu mi to nie przeszkadzało... Nie zawsze zasypiał od razu, nieraz po pół godzinnej próbie zamknął oczka na minutę, po czym się przebudził. Byłam bezsilna . Postanowiłam jednak, że nie poddam się .Poprosiłam o radę mamę . Niestety , jej sposoby okazały się bezskuteczne . Wypożyczyłam w księgarni książę , o sposobach na usypianie maluszka . Za każdym pomysłem wybuchałam śmiechem ... Jak ? Tak ! Niemożliwe!

    Mąż także próbował. Bezskutecznie . Pewnego dnia okropnie się czułam, złapała mnie grypa .Mąż przeniósł dziecko do jego łóżka (na którym tak apropo nigdy sam nie spał) , połozył, przykrył, dał ulubionego misia . Opowiedział bajkę . Dziecko prosiłoby zabrać je do łóżka, jednak on stanowczo odrzekł, że mama dziś chora i się nie da . Że się zarazi itd.

    Od tamtej pory wystarczy krótka bajka (obowiązkowo, bo jako mama uważam, że czytanie dziecku jest bardzo ważne ), ulubiony miś i ... dziecko zasypia samo . Więc mój sposób na usypianie ... to po prostu jego brak . Teraz przy kolejnym dziecku które już za kilkanaście dni się pojawi, chciałabym nauczyć go zasypiać przy karuzeli . Ta z piratami byłaby doskonała . Towarzyszyłaby mu długi czas, i na pewno nie mielibyśmy tyle kłopotów z usypianiem co do tej pory .Jednak czasy się zmieniają, wchodzą nowe udogodnienia które wbrew protestom babć naprawdę pomagają .Pozdrawiam edka767@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Samodzielne zasypianie to temat trudny dla wielu rodziców. Ile ja się nasłuchałam o tym w ciąży! Do przyjścia malucha na świat było jeszcze dużo czasu, a tu za każdym rogiem rady, żeby go nie przyzwyczajać do spania z nami w łóżku, bo później go nie odzwyczaimy! Przejęłam się tym, a jak. Bo w końcu nasłuchałam się też, jak ważne są rytuały dla maluszka i jak ciężko później przestawić dziecko na coś nowego...Istny mętlik w głowie, a często jedna rada wykluczała drugą. Postanowiłam więc zaufać swojemu instynktowi macierzyńskiemu, który szybko dał o sobie znać i jeszcze głośniej, od najgłośniejszej z cioć, podpowiadał co robić.
    Punktem obowiązkowym przed spaniem jest u nas kąpiel (chociażby szybkie popluskanie wodą, ale musi być!). Później obowiązkowa butla (trafił mi się egzemplarz dziecka, które uporczywie twierdziło, że cyc jest fe i nie będzie z niego pił, ale jak dorośnie to na pewno jak większość facetów będzie się za piersiami oglądał i wtedy to będą super). Od początku mleko przed snem daję synkowi już w łóżeczku. Cały dzień mam okazję przytulać się do malucha, wieczorem pozwalam sobie na małą tęsknotę, a synek w towarzystwie pieluszki wcina mleczko. Kiedy butla zostaje opróżniona, mama nie znika w czeluściach mieszkania i nie zostawia synka samego. Jeszcze, kiedy synek był w brzuchu, czytałam mu na dobranoc.Po narodzinach kontynuuję tę tradycję i tak przed snem jest obowiązkowa bajka. Po bajce w ruch idzie karuzela-zabawki dotrzymują maluchowi towarzystwa, a melodyjka pomaga się wyciszyć. Synek tak zasypiał od pierwszych dni i nigdy nie miałam problemu, żeby ta metoda nie skutkowała.
    Betka, blogmlodegorodzica@gmail.com

    OdpowiedzUsuń