poniedziałek, 15 grudnia 2014

Biblioteczka: "Księga dźwięków" Bravi Soledad

Nie należę do fanek kupowania zabawek dla maluchów. Jest dużo ładnych rzeczy dostępnych w sklepach, jednak staram się do tematu podchodzić racjonalnie - Ignaś i tak najchętniej bawi się paczką chusteczek higienicznych lub butelką z wodą.
Jednak jeśli chodzi o książeczki dla maluszków, to nie mogę się im oprzeć! Mam całą listę pozycji, które chcę zakupić dla synka. Uwielbiam przeglądać blogi innych mam i podglądać jakie książeczki są w biblioteczkach ich dzieci. Dodatkowo do kupowania zachęca mnie fakt, że Ignaś naprawdę lubi książki. Pisałam Wam już wcześniej, że nieraz podglądam Ignasia, jak bawi się sam w pokoju. Wiecie co wtedy robi najchętniej? Przegląda książeczki! Czyż to nie urocze?



Przygodę z książkami zaczęliśmy od książeczek kontrastowych. Nie zrobiły one na nas wielkiego wrażenia, chociaż podejrzewam, że to może właśnie dzięki nim Ignasio tak uwielbia książki. Nie podgryza ich, nie wygina, tylko z uwielbieniem je przegląda i czasem wyda z siebie pomruk zadowolenia.

Zdecydowanie ulubioną pozycją w naszej (jeszcze skromnej) biblioteczce maluszka jest "Księga dźwięków" Bravi Soledad. Często czytałam o niej na innych blogach, polecały mi ją też znajome mamy, sama jednak długo się do nie przekonywałam. Okładka kompletnie mnie nie zachwyciła, w dodatku nie mogłam znaleźć jej w żadnym sklepie stacjonarnym, żeby namacalnie sprawdzić jak owa księga wygląda. Pewnego dnia robiłam zakupy w księgarni Aros i stwierdziłam, że dorzucę tą jedną pozycję, bo może jednak coś jest dobrego w tej książce. To była jedna z lepszych decyzji podjętych spontanicznie.

"Księga dźwięków" to prawdziwa księga - ma ponad 100 usztywnianych stron. Wydana jest przez Wydawnictwo Dwie Siostry, które osobiście uwielbiam. Na każdej stronie jest rysunek i opis dźwięku, czy to zwierzaków, przedmiotów codziennego użytku, czy też ludzi. Banalne? Może, wszak każdy wie, jak robi pies, czy kot. Ale wiecie, że buziak robi cmok, butelka robi cium cium, a gniazdko elektryczne mówi nie?


Fakt, okładka mnie nie zachwyciła, ale ilustracje w książce bardzo przypadły mi do gustu. Polubiłam je od pierwszego wejrzenia. Proste i wyraźne, idealne dla maluszków.

Czytanie książki przynosi nam wiele radości - ja próbuję podołać zadaniu i naśladuję jak najwierniej potrafię opisane dźwięki, a Ignaś przy tym świetnie się bawi. Piszczę cichutko jak myszka "ii ii ii", włączam syrenę, gdy jadą strażacy "iiiuuu iiiuu", klaszczę rękoma "klap klap" i na stronie z petardą zawsze robimy głośne "bum!" i aż podskakujemy od tego huku!

Format książki jest niezwykle wygodny, Ignaś bez problemu sam przekłada strony. Igi ma jednak swoje ulubione dźwięki, których sam szuka w książeczce i czeka, aż mu je przeczytam (np. kukułka i lew). Codziennie rano, gdy stygnie nam śniadanko do akceptowalnej temperatury, siadamy z Ignasiem na ziemi i czytamy razem "Księgę dźwięków". To nasz stały punkt w ciągu dnia, który oboje bardzo lubimy.

Minusy? Jak zawsze się jakiś znajdzie - sporo zastrzeżeń budzi strona szpinaku, który ponoć robi "blleee" - szkoda wpajać od małego, że zielone warzywo nie jest smaczne. No i jeszcze szkoda, że księga ma tylko jeden tom, z chęcią przeczytałabym kolejne, bo przecież jest jeszcze tyle cudownych dźwięków wokół nas o których warto napisać :)

Ignasio czeka na buziaka od mamy <3

3 komentarze:

  1. Jaka cudna minka :D
    Bardzo dobrze że napisałaś o książeczce. Mimo, że me dziecię młode to chciałabym przejść się do księgarni i kupić kilka książeczek, które mogłyby go zainteresować w bliskiej i dalszej przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam Ciebie, że przyszłość będzie dużo bliższa niż się spodziewasz ;)

      Usuń
  2. Zachęcona tym postem i tym podlinkowanym zamówiłam już książeczki kontrastowe ;). Wcześniej sama robiłam jej kontrastowe plansze, ale już nie mogłam się oprzeć książkom :). A Ignaś przesłodki :).

    OdpowiedzUsuń