sobota, 30 sierpnia 2014

27 TŻ: mały ogrodnik

Czy istnieje coś wspanialszego, niż miłość dziecka do natury? 

 

Pamiętam, że jak byłam mała, to moja młodsza siostra uwielbiała sprawdzać, czy mrówki potrafią pływać. Łapała pojedynczą mrówkę, wrzucała ją do studni, a biedna mróweczka topiła się i spadała na dno. Moja siostra oświadczała 'O, ta nie umie pływać' i szła po kolejną, bo może tej drugiej uda się przepłynąć choć kawałek. 
Gdy teraz o tym myślę mam aż ciarki na plecach, wtedy nie widziałyśmy w tym nic złego. Nieświadoma okrutność.

Ignasiek jest teraz na etapie 'Daj! Daj! Daj!'. Dosłownie do wszystkiego wyciąga rączki, a jak mu czegoś nie pozwalam dotknąć to urządza niezły hałas ;) 
Oszalał na punkcie kwiatków i listków. Łapie krzaki po drodze, wyciąga rączki do liści. Ciężko nad nim zapanować, bo poluje nawet na domowe kwiatki. Chciałabym, żeby szanował przyrodę, ale z drugiej strony on tylko próbuje poznać ją na jedyny znany mu sposób :)

Zabrałyśmy go z moją mamą na działkę. Niech się wyszaleje, tu nic nie jest pryskane i jak coś weźmie do buzi to nic się nie stanie. I rzeczywiście, wyprawa była udana. Ignasiek wyszalał się za wszystkie czasy!

Pradziadek Ignasia posadził dla niego dynie. Ig sprawdza, czy plony są już gotowe do zbioru.

Tyle zieleni to jest właśnie szczęście!

Babcia, dziadek, ale macie fajne działki!
 Żeby przekonać Ignasia do wózka przenieśliśmy go do spacerówki. Efekt był krótkotrwały, Ignasio nadal woli być na rękach lub w chuście. Tra la la :)

Park w Oliwie

Gdańsk Główny


Fontanna w Gdańsku Głównym

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz