wtorek, 3 czerwca 2014

15 TŻ: bolączki poszczepienne

Przyszła pora na drugą rundę szczepienia.
Powiem szczerze, że jestem pełna niepokoju jeśli chodzi o szczepienia. Wiem, że trzeba, dla dobra społeczeństwa. Ale tyle się słyszy o skutkach ubocznych...




My zdecydowaliśmy się na szczepienia refundowane przez NFZ. Czyli trzy zastrzyki dla malucha. Pierwszą partię szczepień mieliśmy rozłożoną na dwa osobne podejścia z przerwą 2 tygodni. Ignaś po zastrzykach był niespokojny i płaczliwy. Teraz była kolej na drugą partię. Ale teraz Ignaś dostał już 3 zastrzyki na raz.

Przyznaję, płakał przeraźliwie. Ale tak samo płakały dzieci, które dostały szczepionkę ileś tam w jednym. Ja skupiam się na tym, żeby szybko go ukoić, żeby nie myślał o bólu. Wychodzę szybko do poczekalni, przykrywam małego kocykiem, żeby nie męczyć go dodatkowo ubieraniem spodenek i od razu przystawiam do piersi. Na szczęście mój sposób działa i Ignaś szybko odzyskuje dobry humor.

Odkąd jestem mamą staram się nie komentować zachować innych matek. Każda z nas wie najlepiej co jest dobre dla dziecka, a komentarze osób postronnych potrafią nieźle dać w kość. Są sytuacje, których jednak nie mogę zrozumieć. Np. matki, które po szczepieniu maluchów skrzętnie ubierają bodziaki, rajstopki, sukienki i płaszczyki, mimo, że przerażone dziecko płacze w głos. Następnie ładują rozkrzyczane dziecko do fotelika/wózka i wychodzą. Liczę na to, że po wyjściu z poczekalni, już na korytarzu, chociaż powiedzą słowa otuchy swoim dzieciom.
Bo mnie aż nosi, żeby podbiec i takiego maluszka przytulić. Przytulić, pocałować, powiedzieć, że już po bólu i teraz będzie zabawa i same przyjemności. Przecież zastrzyki bolą, wszystkich. Gdybym ja dostała zastrzyk, też bym chciała, żeby ktoś bliski mnie przytulił i powiedział, że idziemy teraz na jakiegoś smakołyka :)

Wracając do Ignasia... ;) Znów był niespokojny przez 3 dni od szczepienia. Mimo, że skończyły się upały, wyszło mu bardzo mocne zapalenie odpieluszkowe. Ja uważam, że miało to związek ze szczepieniem właśnie. Ignaś bardzo płakał, każde siusiu to dla niego był straszny ból. Jednego dnia pieluchowałam go w tetrze, żeby skóra miała dostęp do powietrza. W domu miałam tylko 3 pieluszki wielorazowe, więc musiałam przejść na babcine metody. Łóżeczko wyłożyłam ceratą i zmieniałam pieluszki i ubranka po każdym siusiu. Współczuję naszym mamom i babciom. Fakt, byłam nieprzygotowana na taki dzień, ale w ciągu kilku godzin zrobiła mi się potężna sterta prania. Po każdej zmianie pieluszki przemywałam pupę wodą i zasypywałam mąką ziemniaczaną. Maści takie jak Sudocrem, Alatan czy zwykła maść na receptę kompletnie nie pomagały, a wręcz powodowały ból u Ignasia. Na szczęście to najgorsze minęło po kilkunastu godzinach. Potwornie ciężkich godzinach. Widziałam ten ból w oczach synka i nic więcej nie mogłam zrobić. Tak bardzo chciałam, żeby to mnie bolało, a nie jego...


Na szczęście weekend mieliśmy bardzo udany. Wybraliśmy się na rodzinny spacer do Parku Oliwskiego, pogoda była cudna, więc obiad też zjedliśmy na świeżym powietrzu.





Odwiedziły nas też dwie szalone babcie ignasiowe. Z dumą i radością pchały wózek z Maluchem, nosiły go na rękach i rozśmieszały. Och jak dobrze mieć taką pomoc, chociaż od czasu do czasu :)



A Ignasio chętnie obraca się na boki, radośnie wyciąga ręce do zabawek, wszystko wkłada do buzi i ślini się jak szalony! Mała gaduła nam rośnie :)


6 komentarzy:

  1. Szczepien nie lubi chyba nikt, zwlaszcza u dziecka. Nasz smyk znosi je dobrze, choc bez placzu sie nie obejdzie. Placze jednak bardziej ze wzgledu na to, iz nie chce by go trzymano nic na samo uklucie (tak samo jest przy pobieraniu krwi). Szczepienia robimy skojarzone 6w1, bo we Wloszech innych nie ma (sa refundowane).
    Odparzenie odpieluszkowe zdarzylo nam sie raz - nawet nie wiem jak to sie stako, po prsotu maly przyszedl do mnie z placzem wskazujac na pieluche, otworzylam a tam masakra. Biedactwa te nasze, ile sie nacierpia a my z nimi.
    Szalone babcie to fajna rzecz, moze nie na codzien, ale raz na jakis czas na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cierpienie własnego dziecka to najokrutniejsza rzecz, jaka może spotkać matkę. Tak bardzo chce się zabrać ten cały ból, nawet ze zdwojoną siłą!
      Na szczęście szczepienia nie są często i jakoś trzeba je przejść :)

      Usuń
  2. Pamiętam jak ja przeżywałam szczepienia Hani ...
    Uwierz mi, że z każdym szczepieniem będzie lepiej :)

    Wiesz co, muszę Ci powiedzieć, że Ignaś zrobił się podobny do taty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne zdjęcia...moje starsze chłopaki to były z typu tych: jak stąd wyjdę to się uspokoję...Więc szybko ubrac i najlepiej zwiać :)

    OdpowiedzUsuń