niedziela, 2 marca 2014

1 TŻ: szpitalne boje

Pierwszy tydzień życia mojego synka był pełen emocji - z jednej strony olbrzymia radość, z drugiej przerażenie i niepokój.



Pierwsze dwa dni były najcudowniejszymi w moim życiu.


Mały Ignaś urodził się w Szpitalu na Klinicznej w Gdańsku w poniedziałek 17 lutego.
Cała akcja rozpoczęła się w poniedziałkowy poranek, choć i tak wg mnie za wcześnie przyjechaliśmy do szpitala. Nikt kompletnie nie zwrócił uwagi na wielkość mojej torby (bardzo się tego obawiałam), wszyscy byli dla mnie bardzo mili i na bieżąco informowali o postępach porodu. Nawet dostałam do sali porodowej śniadanie i obiad :D Pierwsza noc w szpitalu była dla mnie potężnym szokiem - mój synek spał smacznie w wózeczku, ja natomiast nie zmrużyłam oka, bo cały cały czas mu się przyglądałam. Pierwszego dnia po porodzie odwiedzili nas ciocia Maja z wujkiem Piotrkiem, przynieśli nam pełną torbę słodkości na umilenie szpitalnego czasu. Maja dzielnie trzymała małego Igusia i radziła sobie świetnie, prawie jak Tata :D


Na sali były ze mną trzy dziewczyny - Dominika z małą Zuzią, która krzyczała na całego, Żaneta z Łukaszkiem, który musiał naświetlać się pod lampami z powodu żółtaczki oraz Ola z Lilą, która była niezwykle grzeczną dziewczynką.


 Drugiego dnia pobytu w szpitalu okazało się, że u Iga podejrzewają krwiaka w główce. Bez zapowiedzi zabrano go na oddział patologii noworodków i podłączono do sprzętu. Nie mogłam go wyjmować z wózeczka ani karmić. Były to trzy najgorsze dni w moim życiu. Pełne stresu i łez.



Na całe szczęście po sobotnim obchodzie lekarskim okazało się, że wyniki wskazują na poprawę stanu zdrowia i dostanę Ignasia do siebie na salę. Wiedziałam, że czeka mnie dłuższy pobyt, więc poprosiłam lekarzy o przeniesienie nas z sal położnic na salę przedłużonego pobytu matki z dzieckiem.


 Pierwsze wyjęcie Maluszka jeszcze z podłączonymi sondami a później tulenie w ramionach rodziców przez cały wieczór.

Szóstego dnia, w niedzielę, byłam już na sali przedłużonego pobytu, gdzie mogła odwiedzać nas rodzina (na salę położnic nie mogli wchodzić odwiedzający). Pierwsza noc była bardzo ciężka, Ignaś na patologii karmiony był sztucznym pokarmem i to w potężnej ilości, ja natomiast ambitnie postanowiłam przejść na pierś. Kosztowało mnie to sporo pracy i już w poniedziałkowy poranek przyjechał do mnie mąż, żeby pomóc w opiece synka. Ja bowiem nie spałam już od kilku dni i zaczęłam odczuwać olbrzymie zmęczenie.

 
 Całą niedzielę przepłakałam - ze zmęczenia i ze szczęścia  na raz :) Tego dnia też odwiedziła nas Babcia Joasia, która pierwszy raz tuliła wnuczka w ramionach. Ignaś w szpitalu znany był jako największy pożeracz, wieczny głodomór. Inne dzieci trzeba było wybudzać do jedzenia, Ignaś natomiast wiecznie jest głodny :)


 W poniedziałek zrobiono Ignasiowi ostatnie USG i zadecydowano, że we wtorek wrócimy do domku!

Na szczęście szpitalna przygoda nie trwała długo. Poznałam mnóstwo cudownych pracowników szpitala, którzy bardzo mi pomogli w trudnych chwilach oraz kilka przesympatycznych młodych mam, z którymi mam zamiar utrzymywać kontakt :)









10 komentarzy:

  1. Gratulacje niech zdrowo się chowa.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że te najgorsze chwile masz za sobą.
    Gratulacje i wszystkiego najlepszego dla was

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki1 Mam nadzieję, że co złe, to za nami :)

      Usuń
  3. Jaki śliczny pyzaczek :) Całe szczęście, że wszystko w porządku. Karm piersią- cycuś jest najlepszy :)
    Ja również po wyjściu ze szpitala nadal utrzymuje kontakt z niektórymi mamami :)
    Trzymajcie się cieplutko :*
    Dużo zdrówka dla Ciebie i maleństwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, z tym karmieniem nie jest tak różowo :) Ale czego się nie robi dla Maleństwa!

      Usuń
    2. Ja wiem, coś na ten temat. Po wyjściu ze szpitala moje brodawki krwawiły. Mąż pomagał mi małą przystawiać, każde karmienie to ból ogromny, krew i mój płacz. Dałam radę, a kosztowało to sporo cierpliwości i wylanych łez. Mąż uważa, że jestem wielka, ale tak naprawdę ... każda matka dla swojego dziecka zrobi wszystko :)

      Usuń
    3. Zawsze podziwiałam moją Mamę za to co dla nas robi. Dziś zaczynam ją rozumieć a mój szacunek do niej jest jeszcze większy.

      Usuń
  4. Straszne to musiało być...:(
    Najważniejsze, że już jest dobrze:) Oby Ignaś był zdrowiutki i wspolne chwile byly dla Was najpiekniejsze:)

    OdpowiedzUsuń