niedziela, 26 stycznia 2014

37 TC: warsztaty Mama Nigdy Nie Jest Sama




Zaczynam 37 tydzień, ale to leci!


Powoli odechciewa mi się podróży po Gdańsku, najlepiej czuję się leniuchując w łóżku :) Tym bardziej, że nie spotkałam się jeszcze z tym, żeby ktoś ustąpił mi miejsca w zatłoczonym tramwaju czy pociągu. Nie mówiąc już o kolejce przy kasie. Przykre, lecz prawdziwe. Sama muszę poprosić o respektowanie moich praw, ale to już chyba odrębny temat.







Mimo, że stałam się wielką domatorką, to z olbrzymią radością czekałam na sobotnie warsztaty 'Mama nigdy nie jest sama'. Pogoda jaka jest każdy widzi, potworne mrozy paraliżują komunikację. Na szczęście udało mi się dotrzeć na czas i nawet zajęłam najlepsze miejsce w pierwszym rzędzie! Każda z uczestniczek dostała siatkę z darmoszkami, a w niej jedna pielucha Dada, majteczki poporodowe, wkładki laktacyjne, dwie próbki i jak zwykle mnóstwo ulotek ze zniżkami.


Poruszane tematy były bardzo ciekawe, nie tak oklepane jak na wcześniejszych warsztatach w których brałam udział. Widać, że nie były w żaden sposób sponsorowane, lecz prawdziwe osoby mówiły o swoich prawdziwych odczuciach. Scena była zaaranżowana w taki sposób, że czułam się prawie jak w domu. Czas zleciał mi niesamowicie szybko, mogłabym siedzieć tam do nocy! Bardzo podobał mi się fakt, że każda z uczestniczek została wylosowana podczas rozdawania końcowych nagród. Ja zawsze z takich spotkań wracałam z pustymi rękami, nigdy nie miałam szczęścia - aż do teraz. Każda z nas była na głos wyczytana i zaproszona na scenę po odbiór większego lub mniejszego upominku. Dla mnie wylosowano cudną pieluszkę bambusową z firmy samiboo.


                                                                                                                                          www.samiboo.com
Jedyny minus jaki mogłam zaobserwować to podawanie ciężarnym kawy o zapachu korzennym. Wszystkie moje koleżanki zemdliło przy samym wąchaniu naparu, ja zdecydowałam się wypić sam wrzątek, bo takiej kawy przełknąć nie mogłam :) Dodatkowo z obiecanego poczęstunku były jedynie babeczki z olbrzymią ilością kremu. Gdyby nie to, że wcześniej informowano nas o tym, że będzie poczęstunek, nie oczekiwałabym niczego do jedzenia czy picia, oprócz wody. Następnym razem uzbroję się w kanapki. A następnego razu oczekuję z wielką chęcią! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz